Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antytezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antytezy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 sierpnia 2016

Negatywne i pozytywne przykłady

Według mnie

Czasem najłatwiej pokazać co się myśli na przykładach.
Bardzo wielu osobom może sie to nie podobać, ale takich osób już na tym blogu nie ma ... a jeśli zostały to proszę o jego opuszczenie.

Działam tu na zasadzie, że jawnie nie toleruje tego co uważam za złe.
W swoim życiu spotkałem się może z garstką ludzi którzy mieli odwage powiedzieć NIE temu co uważają za złe. Uważam że większość cierpienia ludzi wynika z tego że ludzie nie są na tyle uczciwi i odważni żeby stanać przeciw złu, a wtedy zło przepełnia ich życie.
Moim zdaniem zło zaczyna się od mikro-spraw, ale fundamentalnych, które przemilczamy, potem stają sie one ogromne.

Mi odwagi nigdy nie brakowało i teraz publicznie też będę głośno głosił to co myśle.


Tu są negatywne przykłady:



Niby duchowi, ale jest tyle wstrzymywanego negatywnego napiecia,
ze uwarzam że ci ludzie ewidentnie nie sa dobry wzorcem do wskazywania duchowej drogi

Ileż tam zasad, są tak potwornie sztywni, każdy drobny szczegół uregulować (np mus to poprawna polszczyzna), za propagowanie alkoholu sprawe karną. Udusić się można od tych zasad. Dokładnie przeciwieństwo duchowości. Najgorsza rzecz która może być. Ten który uważa się za autorytet duchowości, jest jego dokładnym zaprzeczeniem. Gdyby Ci ludzie otworzyli sie na terapii to by sie szlam wylał. Tak jak przekujesz nadęty balon.



Tu są pozytywne przykłady:

Co prawda po angielsku, ale chodzi o to że już dojrzała kobieta dorosłych dzieci, przyznała że gdyby mogła mieć znowu dzieci, to chciała by je wychować zupełnie inaczej. Widać zmądrzała.
Ty samym też przyznała że jej dzieciom musiała wyrządzić dużo krzywdy.
Ta Pani jest ze Stanów, ale widać styl wychowania bardzo podobny do tego w Polsce.
Dzięki jej refleksjom, inni mogą dla siebie wyciągnąc wnioski. Zarówno dzieci, że rodzice mogą postępować bardzo źle. Rodzice natomiast że niewarto katować swoich dzieci bo tylko krzywdzi się tak bliskie istoty - czy może być coś gorszego, niż niszczenie życia własnych dzieci, przez rzekomo własciwe zasady żeby lepiej!




piątek, 26 sierpnia 2016

Jak żyć? Czy większość może się mylić?

Warszawa, 2016.08.26


Pytanie stawiam w kontekście tego czy należy wierzyć że to co robią i mówią ludzie, jest właściwą wskazówka że tak jest właściwie. Czy może lepiej zamiast oglądać się na innych i udać innym, lepiej jest zacząć samemu szukać właściwej drogi.
Sprawa dotyczy sprawy zasadniczej, więc warto to wyjaśnić.


Czy większość może się mylić?

Tak.

Czy moim zdaniem wiekszość się myli?

Tak.


Czy to możliwe?

Tak.

Jak to możliwe?

Łatwiej podejść do tej kwestii odwracając problem i spytać-stwierdzić, a dlaczego mieli by mieć racje? Niby to ich życie, więc w tej jedynej kwestii niewarto się mylić. Prawda? Dla mnie wydaje sie to takie oczywiste, ale wcale to nie znaczy że tak też jest dla innych.
Po pierwsze,

Żeby mieć racje ...

to trudna sprawa, nawet bardzo trudna, często wręcz niemożliwa.

Zrozum same podstawy.
Stworzyć cokolwiek zawsze wymaga czegoś, np wysiłku, więdzy, chęci, umiejętności, zasobów, warunków itp itd.
Tworzyć można coś fizycznego/materialnego albo niematerialnego, czyli w naszym przypadku jakąś wiedzę, koncepcje co jest właściwe, a co nie, czy jak się powinno, a jak się nie powinno.
Czy umiesz stworzyć stołek, albo bielizne, koszule, albo ziarno na chleb, albo przeliczyć kwoty rat kredytu na mieszkanie.
Czy wiesz, czy właściwe jest rezygnowanie z seksu póki nie poślubisz partnera lub poświecanie czasu na modlitwe, chodzenie do kościoła albo staranie się robić co kościół głosi, i odmawianie sobie tego co ty chcesz?

Na własne potrzeby może wiesz co wybrać, ale czy jesteś pewny co jest ogólnie właściwe, np żeby wymuszać na dziecku że tak ma robić i postępować a nie inaczej?

1. Stworzenie czegokolwiek nie jest łatwe, często jest wręcz trudne, często bardzo trudne, może jeszcze częściej niemożliwe.

2. Za to na przykład zniszenie czegoś przeważnie jest bardzo łatwe. 
3. Najprostszy stan to tkwić w tym co jest. Ani nie jesteś na tyle zły żeby niszczyć (2), ani na tyle dobry żeby tworzyć (1).

Może wiesz jak przeliczyć raty kredytu, i później sumaryczny koszt, ale czy napewno zrobiłeś to dokładnie. Z doświadczenia wiem że ludzie popełnią błąd (oczywiste). Więć jak się przekonają że jest błąd to mogą go poprawić. Czyli jest to proces. Z kolejny razem, po kolejnym trudzie, coraz bardziej będziemy dochodzić jak faktycznie jest, tak naprawde naprawde. To trudne.

Tak jak nie jest łatwe stworzenie stołka, bielizny, ziarna na chleb, tak samo trudne jest stworzenie właściwej koncepcji którą kierować się w życiu - pewnie jeszcze trudniejsze.
Napewno jest trudne choćb ze względu że od dziecka mnóstwo razy rózni ludzie mówią ci, często wbrew tobie. Więc nawet zakładając że jesteś mądrzejszy od większości ludzi i mógłbys odkryć prawde, to może trudniejsze będzie żeby obronić się przed wpływem innych. Może równocześnie korzystałbyś z dorobku ludzi, i jednocześnie musiałbyś sie bronić przed jego negatywnymi aspektami - czyli musiałbys wiedziec co jest własciwe a co nie.

Ponieważ zaledwie od kilku tysiącleci prowadzimy ten zupełnie dziwny sposób życia (cywilizacja) to tak naprawde niesposób stworzyć jakieś własciwe podejście do życia.
Dodając że ten sposób życia jest tak zawiły, w porównaniu do naturalnego świata, że praktycznie (statystycznie) jest prawie niemożliwe żeby ludzie wiedzieli jak należy żyć.

Moge dodać jeszcze kilka dodatkowych czynników które cały ten proces jeszcze bardziej komplikują, i jeszcze bardziej zmieniejszając szanse na to że większość ludzi wie jak należy żyć.

Zatem, czy moim zdaniem większość ludzi  myli się co do tego Jak Należy Żyć?

Tak.

Dlaczego?

Ponieważ ciężko znaleść właściwe rozwiazanie.

Czy ta konkluzja nie jest przygnębiająca?

Chodzi mi o to że jest to trudne, i należy przynajmniej przyjąć właściwe założenia.

Jakie to założenia?

Że nawet większość może się mylić, czyli zamiast bezmyślnie ufać innym warto zaufać sobie.


I to jest pozytywne?

Tak, bo jesteś WOLNY do tego żeby poszukiwać tego co tobie służy.
Uważam że bycie * wolnym * to świetna rzecz.
I moje powyższe wywody służyły temu żeby wykazać że warto, i wrecz trzeba, samemu poszukiwać właściwego sposobu odpowiedzi na pytanie Jak Żyć.

Czy to nie przygnębiające?

Nie dla tych którzy mają w sobie życie i chcą żyć i mają w sobie to co jest do tego potrzebne.

Czy mam jakies pomocne wskazówki?

Jasne. Przeglądaj ten blog, będą się pojawiać przydatne rzeczy.

A czy można wogóle wiedzieć Jak Należy Żyć?

Uważam że tak.

Czy jest to obiektywne?

Uważam że tak.

Można zacząć od posta O Rzeczywistości (tu bedzie link do posta)

Pozdrawiam wszystkich pozytywnych ludzi

Art

Wybaczanie - negatywny aspekt

Warszawa, 2016.08.25
(wersja robocza)
Mój pierwszy post, zaczołem pisać i za bardzo zaczołem wnikać i za bardzo rozgrzebałem i ugrzęzłem.
Publikuje to co do tej chwili napisałem.

Czasem widzę jak ludzie radzą innym wybaczanie, i uważam że nie zawsze jest to dobre, lub często wręcz jest to niewskazane podejście. Uważam że wybaczanie może mieć bardzo negatywne i często nieodwracalne złe skutki.
Poniżej spróbuje uzasadnić tą tezę. Dlatego ci którzy zastanawiają się czy wybaczać polecam rozważenie poniższych uwag, mam nadzieje że będą one pomocne.

Ten post dotyczy tylko negatywnego aspektu Wybaczania/Przebaczania. Jest to niejako kontr-argument dla tak powszechnie chwalonego rozwiązania, przedstawianego jako właściwe i dobre podejście. Ten artykuł stanowi alternatywe, i próbe zrównoważenia w dyskusji na ten temat (jako głos którego praktycznie nie słysze).

Tych których rażą poglądy autora, proszę o opuszczenie tej strony.
Ci którzy mogą wnieść coś wartościowego do tego tematu, zachęcam do zostawienia komentarza.

Wybaczanie jest ok.


Wybaczanie może być właściwym podejściem.

Wybaczenie może pomóc.

Wybaczanie może leczyć.

Wybaczenie może uleczyć.



Ale ... nie zawsze.


Wybaczanie może być niewskazane.

Wybaczanie może szkodzić.

Wybaczanie tak jak potencjalnie pomocne, tak potencjalnie może być szkodliwe.
Potencjał leczenia może być ogromny, może ogromnie pomóc, lub może ogromnie zaszkodzić.

Dlaczego?

Tak jak lekarstwo, trzeba wiedzieć kiedy i w jakich dawkach stosować.
Tak jak lekarstwo, jeśli dobrze dobrane może pomóc, a jeśli źle dobrane raczej zaszkodzi (oczywiste, prawda?).


A po co wogóle  Wybaczanie ?


No właśnie. To dopiero pytanie! Spróbuje jakoś ogarnąć szerszą perspektywę. Może to pomoże jaśniej spojrzeć na temat.

Na przykład chodzi o rozwiązanie problemu.
Jest problem, i jak to problem, ciąży póki się coś z nim nie zrobi.
Wyjścia są następujące:
1. zidentyfikować problem i rozwiązać go
2. jeśli problem się powtarza to znaleźć przyczynę problemu i ją naprawić (naprawa przyczyny versus naprawa skutków w pkt. 1)
3. nic nie robić i męczyć się
4. wybaczenie

Kiedy działa?

Kiedy nie potrafimy inaczej rozwiązać problemu, to lepiej rozwiązać go jakkolwiek.
Kiedy jest problem, uważam że najlepiej znaleźć jego źródło, i

Kiedy jesteś w pełni świadomy co robisz, i uważasz że to właściwe podejście, to oczywiście że tak.
Kiedy uważasz że to właściwe podejście, choć można obiektywnie stwierdzić że jest zupełnie inaczej, to że wybaczaj. Bo to twoja decyzja, i to najważniejsze. To ty ponosisz odpowiedzialność za swoje wybór i ich brak (dobry temat na post). Popełnianie błędów to rzecz normalna, i może być krokiem do większej świadomości i mądrości (dobry temat na post).

Kiedy nie stosować?


Czy można inaczej podchodzić?

Jasne, wielu ludzi nie chce zmierzyć się bezpośrednio z problemem.
Wtedy nie próbują znaleźć faktycznego problemu. Często ludzie wręcz wolą leczyć skutki (zamiast przyczyn). Wtedy jest zajęcia po wsze-czasy. Niektórym to może odpowiadać (dla mnie to szok, ale wielu ludzi tak ma!).

Od czego to zależy?

Od filozofii którą wyznajemy. Tak od filozofii.
Czy jesteś świadomy, czy nie, wyznajesz jakąś filozofie.
To co przyjąłeś że tak jest, albo że być powinno, wpływa na to jak myślisz (no i potem jak się czujesz, jak się zachowujesz itp).

Świetnie opisuje to Robert Trafny w swojej bezpłatnej książce (dostępnej jako ebook) "Jak uwolnić się z psychicznego bagna"
"Najlepiej z takimi problemami radzą sobie ludzie wierzący,
gdyż religia wręcz nakazuje wybaczać, uzależniając od tego
łaskę Boga. Modlimy się przecież do Niego: „...i odpuść mi
moje winy, jak i ja odpuszczam moim winowajcom”.
... Nic tak źle nie wpływa na nas jak trzymanie w sercu urazy,
dlatego religia nakazuje wybaczać."

Dlaczego Wybaczanie jest tak powszechnie głoszone?



Odpowiedź jest prosta. Żyjemy w takiej kulturze (Polska, Europa, Cywilizacja Zachodnia).
Nasza kultura w znaczniej mierze jest ukształtowana przez religie chrześcijańską. A tam właśnie opcja Wybaczania jest faworyzowana.



Pisze ten artykuł m.in żeby intelektualnie zmierzyć się z tym problemem.
Często mi szkoda że ci którzy są w trosce, dostają takie "dobre rady", a de facto złe rady.
Sam kiedyś takie dostawałem. Dopiero po czasie doszedłem do powyższych wniosków, a uzasadnienie ich uważam że jest ważne, bo pomaga szukać właściwego podejścia, i uniknięcia popełnienia błędu.

ArtC